.. i tak znalazłam się w Danii. 15 godzin drogi pociągiem i ujrzałam ten jakże zielony i wiatrakowy kraj. Najpierw pociągiem z Warszawy do Berlina Głównego o 7:25, później przesiadka i czekanie 1,5h w Berlinie na pociąg do Frederici, skąd o 22:06 pojechałam już do Odense. Co zwróciło moją uwage już w Berlinie to niewątpliwie na każdym peronie w każdym praktycznie miejscu kosze do segregacji odpadów, kiedy to będzie chociażby na centralnym?!
Oczywiście w odróżnieniu od polskiego pociągu tutaj się nie spóźniły,byłam w Odense już o 22:43,na peronie czekała kuzynka z koleżanką :D no i nareszcie jestem. Troche zmęczona i z bólem brzucha (chyba choroba lokomocyjna przez te szybkie pociągi ;P ) ale podekscytowana i zadowolona,że wreszcie mam wakacje,jeśli można to tak nazwać.
Dojechałyśmy samochodem do akademika i jedyno co zrobiłam to umyłam się i zasnęłam po 5 minutach.
W niedziele wybrałyśy sę na rowerach po Odense, piszę na rowerach bo tu każdy ma rower ( gdybyśmy mieli w Pl 100% podatku na samochody też byśmy jeździli ;) ) nawet odziedziczyłam po kimś rower także będe na swoim śmigać. Z pierwszych wrażeń to miasteczkó jak i pewnie cała Dania jest spokojne, czyste i zielone.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz